10 lat absurdu, czyli debata o przedawnieniu podatkowym

Ostatnie kilkanaście tygodni było zdominowanych przez dyskusję na temat planowanej zmiany w ordynacji podatkowej. Nie chodziło i nie chodzi jednak o zmianę techniczną, dostosowawczą lub uzupełniającą wspomniany akt prawny, lecz o zmianę systemową, czyli o termin przedawnienia.

W systemie podatkowym termin przedawnienia ma specyficzne znaczenie. Oznacza bowiem, że zobowiązanie podatkowe z chwilą przedawnienia wygasa. Nie jest to zatem wprost zapłata podatku, ale zobowiązanie podatkowe uważa się za nieistniejące (art. 59 par. 1 pkt 9 ordynacji podatkowej). Oczywiście upływ czasu ma także inne doniosłe skutki w systemie podatkowym. Mamy bowiem nie tylko przedawnienie zobowiązania, ale i np. przedawnienie prawa do korekty czy przedawnienie prawa wszczęcia postępowania.

Potocznie o przedawnieniu mówi się jednak tylko w odniesieniu do tego pierwszego znaczenia i to tylko w zakresie terminu podstawowego – 5 lat. Na marginesie należy przypomnieć, że 5 lat liczy się od końca roku kalendarzowego, w którym termin płatności podatku upłynął.

Należy zadać sobie pytanie, czy 5 lat to dużo? Nie należy jednak pochopnie udzielać odpowiedzi, lecz zadać sobie trud wyjaśnienia, co to jest owe 5 lat. Przyjmijmy, że robimy szczegółową analizę wszystkich działań, które podjęliśmy przez 5 ostatnich lat; dokąd pojechaliśmy; dlaczego; czemu służył określony wydatek; jakie były podstawy zaniechania dalszych aktywności itp. Dodajmy do tego jeszcze jeden czynnik – ktoś będzie to oceniał, badał celowość naszych działań pod kątem realizacji planowanych zamierzeń. Co więcej, dodajmy, że cały okres musimy mieć udokumentowany. Oczywiście najlepiej posiadać dowody z dokumentów prywatnych wsparte dowodami osobowymi…

… 5 lat to dużo? A może nawet 7 lat? Czemu 7? PIT i CIT są podatkami rocznymi. Termin płatności jest już w nowym roku, a więc np. 2014 płatny jest w 2015 – przedawnienie z upływem 31 grudnia 2020 roku. Ile zatem lat archiwizujemy 2014 rok – 5, 6 czy 7? Odpowiedź: minimum 7 lat.

Co więcej, organ podatkowy zna terminy przedawnienia i ma instrumenty prawne jego “przedłużenia”. Nadużywany jest przede wszystkim tryb karno-skarbowy. Zbliża się 31 grudnia… czekamy na przedawnienie i… organ podatkowy zawiadamia, że wszczął postępowanie karne-skarbowe. Skutek: działamy dalej, 5 lat “nie działa”.

Wyobraźmy sobie teraz, że wspomniany okres wydłużamy do lat 10. W praktyce oznaczać to musi konieczność archwizowania dokumentacji za okres kilkunastoletni. Perspektywa czasowa nie do opanowania. Nie przekonuje również uzasadnienie, że wydłużony okres miałby dotyczyć dochodów nieujawnionych. W praktyce bowiem niesłychanie trudno byłoby opanować “rozszerzającą” wykładnię takiego wyjątku. Pozostaje mieć nadzieję, że w finansach publicznych szukać będziemy źródeł finansowania w działaniach przyszłych, a nie w przeszłych.

http://www.pb.pl/3964777,27053,rzad-odpuszcza-podatnikom