Prowadząc sprawy podatkowe, karne skarbowe, ale i administracyjne, cywilne czy dyscyplinarne często mierzymy się… z kalendarzem. 7 dni, 14 dni, 30 dni, miesiąc czy dwa miesiące są doskonale znanymi terminami każdemu pełnomocnikowi zawodowemu. Są to jednak terminy często faktycznie “krótsze”, co wynika albo z konieczności dokonania innych czynności (wgląd w akta postępowania w następstwie treści uzasadnienia), albo wręcz z otrzymania decyzji klienta po kilku lub kilkunastu dniach. W tych okolicznościach zdarza się dokonywanie czynności “na ostatnią chwilę”, nie tylko w ostatnim dniu terminu, co w ostatnich godzinach tego dnia. Instytucja procesowa przywracania terminu nie może być i nie jest po to, aby termin “przedłużać”. Może się jednak okazać, że warto o niej pamiętać, o czym przekonuje postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 12 stycznia 2017 roku, sygn. akt II PZ 27/16.

Przypomnijmy, że zgodnie z art. 162 par. 1 o.p.: W razie uchybienia terminu należy przywrócić termin na wniosek zainteresowanego, jeżeli uprawdopodobni, że uchybienie nastąpiło bez jego winy. Wniosek taki składa się w terminie 7 dni “od dnia ustania przyczyny” (przy czym termin do wniesienia wniosku o przywrócenie terminu nie jest przywracalny). Kluczowego znaczenia nabiera przesłanka przywrócenia terminu – “uprawdopodobnienie, że uchybienie nastąpiło bez winy” zainteresowanego. Owo uprawdopodobnienie oznacza zmniejszenie rygoryzmu dowodowego, ale jednak przy uwzględnieniu kryterium należytej staranności. W wyroku WSA w Lublinie z dnia 6 grudnia 2016 roku, sygn. akt I SA/Lu 599/16 przyjęto, że: przesłankę uprawdopodobnienia należy oceniać w kontekście kryterium należytej staranności przy dokonywaniu czynności procesowych przez podatnika, od którego należy wymagać dbałości o swoje interesy, a z uwagi na fakt, że art. 162 § 1 o.p. nie uzależnia uprawnienia do przywrócenia terminu od stopnia zawinienia, nawet najlżejszy stopień zawinienia w uchybieniu terminu wyłącza możliwość zastosowania tej instytucji. Na ową “staranność działania” zwrócił również uwagę NSA, który w wyroku z dnia 1 grudnia 2016 roku, sygn. akt II FSK 3286/14 przyjął, że: osoba zainteresowana ma uprawdopodobnić brak swej winy, czyli powinna uwiarygodnić stosowną argumentacją swoją staranność, oraz fakt, że przeszkoda była od niej niezależna, istniała cały czas, aż do wniesienia wniosku o przywrócenie terminu i jednocześnie uniemożliwiła jej działanie, nawet przy dołożeniu największego wysiłku możliwego w danych okolicznościach.

Można zatem przyjąć, że jakkolwiek “uprawdopodobnienie” zwalnia z rygoryzmu postępowania dowodowego, w tym przedstawienia źródeł o faktach i oceny wiarygodności źródeł dowodzenia o faktach, to jednak przywracanie terminu jest instytucją wyjątkową, nakierowaną na dyscyplinowanie zainteresowanych. Ma to ogromne konsekwencje dla stron postępowania podatkowego, co nakazuje nie tylko w odpowiedni sposób organizować pracę, ale przyspieszać obieg informacji pomiędzy zainteresowanym (stroną postępowania) a pełnomocnikiem zawodowym.

Biorąc powyższe pod uwagę nie sposób nie dostrzec postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 12 stycznia 2017 roku. Nie dotyczy ono art. 162 o.p., lecz “bliźniaczego” art.168 par. 1 k.p.c.: jeżeli strona nie dokonała w terminie czynności procesowej bez swojej winy, sąd na jej wniosek postanowi przywrócenie terminu. Sąd Najwyższy zajął się sprawą awarii komputera prawnika, który w ostatnim dniu ustawowego terminu, wspólnie z klientem opracował środek zaskarżenia. Wyobraźmy sobie sytuację, że na kilka godzin przed północą prawnik traci dostęp do pliku tekstowego. Obiektywnie nie ma szans na rzetelne złożenie środka zaskarżenia, a tzw. łapanie terminu ma charakter taktyczny, daleki od wdania się w merytoryczny spór. Sąd Najwyższy podkreślił, że: Sąd odwoławczy zaakcentował, że powód mógł sporządzić zażalenie w nowym dokumencie tekstowym, czy też odręcznie, odtwarzając z pamięci treść utraconego pliku (wspomniał też o innych czynnościach, jednak nie wyjawił jakich). Podniesienie tych okoliczności prima facie może wydawać się wystarczającej, przy bliższym oglądzie dochodzi się jednak do przeciwnego wniosku. Nie można bowiem pominąć, że powód korzystał z pomocy profesjonalnego pełnomocnika. Miał zatem prawo oczekiwać, że jego środek odwoławczy w najpełniejszy sposób będzie przekładał głoszone racje na język
prawniczy. Korzystanie z rozwiązania zastępczego z pewnością nie byłoby tak efektywne. Podważa to tezę o wystąpieniu po stronie powodowej braku staranności procesowej. Spostrzeżenie to koreluje z kwestią natury ogólnej. Formalizm procesowy stanowi rękojmię nieodwracalności skutków procesowych, przez co dochodzi do stabilizacji samego postępowania. Właściwość ta nie ma jednak charakteru bezwzględnego. Każdy ma bowiem prawo do sprawiedliwego rozpoznania swojej sprawy (art. 45 ust 1 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej). Z wzorca tego można wyprowadzić twierdzenie, że strona ma prawo korzystać z obsługi prawnej na najwyższym poziomie merytorycznym. Interpretując art. 168 § 1 k.p.c. z tej pozycji, staje się jasne, że awaria komputera należącego do pełnomocnika procesowego, który jest nośnikiem pisma procesowego, nie świadczy o zawinieniu strony (podkreśl. – T.B.).

Warto zwrócić uwagę na przeciwstawienie prawa do sądu formalizmowi procesowemu zmierzającemu do stabilizowania postępowania. Zgodzić należy się z konkluzją Sądu Najwyższego, że zasada formalizmu musi być przełamana na korzyść prawa do sądu, co uzasadnia między innymi konstrukcja instytucji przywracania terminu. Przykład z awarią komputera prawnika jest o tyle dobry, że w uzasadnieniu “odrywa się” problem techniczny pełnomocnika zawodowego od zawinienia strony postępowania.