Wykop pod sieć gazową z podsypką – dziełem, czyli sporów z ZUS ciąg dalszy…

Trudno ukryć zainteresowanie lekturą uzasadnienia wyroku Sądu Najwyższego z dnia 25 października 2016 roku. Chodzi bowiem o umowę o dzieło, stosunek zobowiązaniowy, który był i jest na celowniku ZUS. Sprawę podlegania i niepodlegania składom na ubezpieczenia społeczne z tytułu zawarcia i wykonywania umów o dzieło albo tzw. umów o dzieło analizowaliśmy wielokrotnie. Punkt ciężkości dotyczył jednak systemu oświaty oraz szkolnictwa wyższego. Innymi słowy, Sąd Najwyższy – nie bez wątpliwości – przychylał się do stanowiska, że przeprowadzona lekcja lub wygłoszony wykład nie są dziełem (twórczym). W tych okolicznościach wspomniane “dzieła” wiązały się i wiążą z podleganiem obowiązkom z zakresu ubezpieczeń społecznych. Okazuje się jednak, że umowa o wykop pod sieć gazową z podsypką może być uznana za umowę o dzieło…

Oczywiście twierdzenie, że wykop jest dziełem, wytworem, na którym piętno odcisnęło indywidualne twórcze działanie wykonawcy, a wykład uniwersytecki jest czynnością powtarzalną, skutkiem starannego działania jest uproszczeniem. Nie można wyprowadzać wniosków uogólniających. “Przewaga” robotnika kopiącego rowy nad profesorem wygłaszającym wykład wydaje się prześmiewczo nasuwać jednak sama. O sporach uczelni wyższych z ZUS pisaliśmy wielokrotnie: Wykładowcy i sędziowie kontra ZUS. ZUS przegrywa spór w Sądzie Najwyższym; Uniwersytety kontra ZUS – ciąg dalszy… czy ZUS, czyli co wspólnego cykl wykładów np. z finansów publicznych ma z finansami publicznymi…

Jak to zatem jest z tym kopiącym rowy robotnikiem i w czym tkwi “przewaga” rowu (wykopania) nad wykładem (wygłoszeniem)?

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 25 października 2016 roku, sygn. akt I UK 471/15 nie dotyczy wykopywania rowów, lecz zindywidualizowanych wykopów pod budowę sieci gazowej łącznie z „podsypką” pod realizowany gazociąg i jego zasypaniem oraz prac porządkowych na miejscu ułożonego gazociągu. Jak podkreślił Sąd w umowach określono termin wykonania prac, miejsce ich wykonania oraz zindywidualizowane rozmiary (szerokość, głębokość i długość wykopu) oraz podlegające sprawdzeniu wymagania jakościowe, od których spełnienia uzależniona była zapłata uzgodniona wynagrodzenia za wykonane roboty ziemne. Wymagania ilościowe i jakościowe wraz z możliwością ich weryfikacji okazało się dla Sądu Najwyższego kluczowe. ZUS nie podzielał takiego stanowiska podkreślając, że wymagania i weryfikacja nie czynią z efektu wykonania umowy rezultatu, lecz skutek starannego działania. Co więcej, logika rozumowania organu rentowego oparta była na podkreśleniu konieczności uwzględniania pracy innych osób. Innymi słowy, robotnik nie ma możliwości wykonania pracy indywidualnej w znaczeniu twórczej, lecz jest związany koniecznością “dostosowania się” do innych równoległych prac.

Sąd Najwyższy wyprowadził z obowiązku współdziałania zupełnie inny wniosek (abstrahując do indywidualnego piętna rezultatu):  Nie potrzeba specjalnej wiedzy od biegłych z zakresu budownictwa sieci gazowych, ale wystarczy zwykłe logiczne kojarzenie przebiegu procesu technologii układania gazociągów, które wymagają powiązania lub równoczesnego współdziałania wykonawcy wykopów, który także bezpośrednio wykonywał podsypki pod wymagający wypoziomowania i wyprofilowania proces układania rur gazociągu przez innych wykonawców w jednym budowlanym procesie („ciągu”) technologicznym. Rezultat podwykonania uzgodnionego zakresu robót budowlanych był na bieżąco sprawdzany przez majstra pod względem niewadliwości wykonanych wykopów oraz ich przydatności technologicznej podłoża (wykopu) pod realizowany gazociąg, który był następnie „zasypywany” z uporządkowaniem terenu po ułożonej sieci gazowej. W tak uwarunkowanych i powiązanych okolicznościach sprawy uznanie przez Sąd pierwszej instancji, jakoby zainteresowany „nie ponosił odpowiedzialności za brak konkretnego rezultatu w postaci wykopanego rowu” było wadliwe i racjonalnie bezzasadne, skoro niewykonanie określonego wykopu oraz brak współdziałania (podkreśl. – T.B.) przy układaniu sieci gazowej narażałby zainteresowanego podwykonawcę na ewidentną odpowiedzialność kontraktową (podkreśl. – T.B.), w tym brak zapłaty za niewykonanie obarczającej go części robot budowlanych, które pozostawały w jednym technologicznym oraz przyczynowo-skutkowym związku ze współwykonaniem sieci gazowej i współosiągnięciem rezultatu budowy. 

Podkreślone fragmenty wskazują na istotę odpowiedzialności kontraktowej dla kwalifikacji wykonania umowy za dzieło. Sąd Najwyższy przyjął bowiem, że: umowa cywilnoprawna zawierana przez wykonawcę inwestycji budowlanej (umowa rezultatu) z jej podwykonawcami zmierzająca w jednym procesie technologicznym oraz przyczynowo-skutkowym związku współwykonania robót budowlanych dla współosiągnięcia określonego obiektu z kosztorysowym wynagrodzeniem za osiągnięty rezultat nie jest umową starannego działania, do której stosuje się przepisy Kodeksu cywilnego o zleceniu, przeto współwykonawcy umowy rezultatu nie podlegają obowiązkowi ubezpieczenia społecznego w charakterze „zleceniobiorców”.

Można podzielać stanowisko Sądu Najwyższego lub nie, ale nie można porównywać powyższej analizy z problemem procesu dydaktycznego. W wyroku z dnia 25 października 2016 roku Sąd przeanalizował proces inwestycyjny, budowlany, z rezultatami (wykonawstwem) o charakterze konkretnym, mierzalnym, realnym. Wykopy mogą być jednak wykonane prawidłowo lub nie; lepiej lub gorzej; z negatywnymi konsekwencjami widocznymi “od razu” lub “po latach”. Rzecz w tym, iż analogii dla działań uniwersyteckich nie należy dopatrywać się w nieuchwytnym procesie dydaktycznym, który z założenia nie ma charakteru w pełni mierzalnego (egzaminy sprawdzające nie stanowią weryfikacji wykonania). Tworzona wartość niematerialna może być oceniana pozytywnie lub negatywnie; wykład może być “słaby”, “nudny”, ale może być “wyśmienity”, “ciekawy”, “dający do myślenia”. Ocena takiego wytworu nie podważa jednak jego powstania i istnienia.

Zamieszanie wokół umów o dzieło w ramach systemu oświaty oraz szkolnictwa wyższego wynika z tego, że za wszelką cenę “przenosimy” rozważania właściwie dla umów o dzieło takich jak wyżej (w procesie budowlanym) do umów o dzieło twórcze charakteryzujących się zupełnie odmienna specyfiką, właściwą dla dóbr niematerialnych. Ocena jakości takich dóbr ma charakter subiektywy, niemierzalny i stawianie wobec nich alternatywy umowa o dzieło albo umowa zlecenia (o świadczenie usług) jest zupełnym nieporozumieniem. Umowa o wykopy nie wymaga indywidualnego piętna, przejawu twórczości; umowa o przygotowanie i przeprowadzenie wykładu już (raczej) tak, co w niczym nie ujmuje wagi pracy robotnika. Może warto rozważyć wprowadzenie do ustawy systemowej rozwiązań właściwych dla dóbr niematerialnych.