ZUS, czyli co wspólnego cykl wykładów np. z finansów publicznych ma z finansami publicznymi…

Środki publiczne pozyskiwane są z różnych źródeł. Bez wątpienia najważniejsze miejsce należy się daninom publicznym, w tym w szczególności podatkom. Gdzieś na uboczu rozważań teoretycznych są składki na ubezpieczenia społeczne, co jest o tyle dziwne, że o szeroko rozumianym zabezpieczeniu społecznym dyskutuje się w mediach nie od dziś.

Składka na ubezpieczenie społeczne to szczególny rodzaj daniny. Z systemowego punktu widzenia jest to świadczenie właściwie odpłatne, ponieważ w zamian ktoś (państwo) przejmuje tzw. ryzyko (ryzyka) społeczne. W odbiorze społecznym jest jednak inaczej. Składki “zusowskie” utożsamiamy z podatkami i tak już chyba na długo zostanie.

Problem zasygnalizowany na wstępie wiąże się z konstrukcją składki. Obowiązek jej uiszczenia wynika z tytułu ubezpieczeniowego. Tytułem ubezpieczeniowym jest między innymi stosunek zatrudnienia. Nie od dziś jednak wiadomo, że od umowy o dzieło “ZUS-u” nie ma.

Pytanie, czy wygłoszenie cyklu wykładów z finansów publicznych stanowi dzieło, a więc czy podlega obowiązkowi składkowemu, czy też nie. Odpowiedź, która z pozoru dotychczas była oczywista, taką nie jest. Powodem jest jedno z najnowszych orzeczeń Sądu Najwyższego, o którym służby finansowe uczelni winny pamiętać.

Sąd Najwyższy przyjął, że cykl wykładów może być dziełem. MOŻE, ale NIE MUSI. Kwalifikacja prawna (o dużych skutkach dla finansów publicznych) zależy przede wszystkim od tego, czy uczelnia wykaże, że zawarła umowę z wykładowcą, która objęła zobowiązaniem wykładowcy twórczy rezultat, czy też wykładowca miał jedynie dokonywać “szeregu powtarzających się czynności”…

Dostrzec należy pole dla inwencji prawników uczelni, którzy stanowisko Sądu Najwyższego będą chcieli zastosować w praktyce.

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 4 czerwca 2014 roku, sygn. akt II UK 420/13.

http://www.sn.pl/sites/orzecznictwo/Orzeczenia3/II%20UK%20420-13-1.pdf